czwartek, 11 sierpnia 2011

VIVA ESPANA!

To były piękne wakacje! a post będzie baardzo długi, ale chyba ciekawy:) bardzo staraliśmy się wydobyć esencję z tysięcy zdjęć, które przywozimy z wakacji!

z chmurami jak z bitą śmietaną-niektórzy je uwielbiają, a innych mocno mdli...

na szczęście są "Bazgrołki dla Ślicznotek" i podróż staje się miła i przyjemna!

A to Carlos, wypożyczał nam rowery i pomagał odnaleźć się w Madrycie


Ciepłe pozdrowienia dla Marii:)))

rowerowe zwiedzanie miasta jest cudowne! Matylda w foteliku debiutowała, a my po wielu latach odświeżyliśmy swoją rowerową aktywność!


Madryt ma kolejkę linową, która gwarantuje cudowne widoki!


A dworzec Atocha ma poczekalnię...w palmiarni. W stawiku zaś zółwie wtórują oczekującym podróznym niemrawą postawą.

a to już Toledo. Miasto jak ceramiczny piec do opiekania turystów hiszpańskim słońcem. Kto lubi walki z wiatrakami, ten zaznajomi się z Don Kichotem

oprócz lodów(o które Matylda prosiła na każdym zakręcie), Toledo zapamiętamy dzięki pięknemu wachlarzowi

zabytki zabytki zabytki zabytki zabytki zabytki.

ale i trochę sztuki-Reina Sofia bardzo nam się spodobała; Matyldzie najbardziej przypadł do gustu Salvador Dali. Pytała o tytuł każdego obrazu, a ze juz same tytuły stanowią wstęp do interpretacji dzieła, to dalej było juz tylko zabawniej:)



w Salamance tez doznawaliśmy prazenia się w kamionkowym naczyniu żaroodpornym

katedra - tutaj uraczyliśmy chłodu i spokoju

wakacyjną dietę Matyldy moznaby streścić w dwóch słowach - pizza i lody...


może jeszcze trzebaby dorzucić trzecie-żelki:)

Burgos - katedra i dwie pięknotki w wakacyjnych nastrojach. młodsza była zachwycona ślubem, który miał miejsce w onej miejscowości. stamtąd tez zabrała "walentyny", czyli w jej nazewnictwie serpentyny wystrzeliwane dla młodej pary tuz po wyjściu z kościoła

Myszka-nasz pasażer na gapę podczas wakacji

Malasana to miejsce, które odwiedzał Almodovar; my odwiedziliśmy je na...lody.

pizza, wiadomo, narodowa potrawa hiszpanów, najlepiej smakowała nam na placu

u cioci Dominiki i wujka Oskara Matylda nauczyła się "parzyć" kawę. George Clooney byłby z niej dumny


pawie z Vaiadolid nie zadowalają się suchym chlebem, dopiero po zaserwowaniu croissantów raczyły łaskawie do nas podejść

odrobina wody, radość dziecka bezcenna!

Hiszpanie tak kochają dzieci, ze robią dla nich specjalne wejścia do sklepów. Dla dorosłych też są, ktoś musi przecież zapłacić za zabawki

i tu się kończy nasza hiszpańska przygoda, czas wracać do ukochanej Polski! Tam czeka na nas ukochane polskie deszczowe lato;)

Brak komentarzy: